I tutaj naprawdę przemiłe zaskoczenie, a zarazem powód do głębszej refleksji dla najbliższych memu sercu oraz portfelowi MPK - krakowskiego oraz tarnowskiego. Krótka piłka - dwie ceny biletu, normalny i 50%, bez jakichś podziałow na studentów, gimnazjalistów, kaleki, psów, księży, feministki czy innych niepełnosprawnych wiekowo czy zawodowo - miło, nie trzeba się zastanawiać, czy ten mój pieprzony bilet to jest gminny, ustawowy, czy może powiatowo-śmietankowy. Dwa - jaka stawka dodatkowa za bilet nocny? 0,00. Tyle. Nocny kosztuje tyle, co dzienny. No i da się, kierwa? Da się...
Chyba ze 4-5 godzin oczekiwania na odprawę na Okęciu spędzone na chrapaniu (połgodzinne zmiany, spryciule z nas, aye?), kawce i książce zwieńczone ponadczterogodzinnym lotem liniami TAP (Airbus, aż dziw bierze, że nie wpadł do Atlantyku). Pierwsze wrażenie zaś w Lizbonie - lotnisko = labirynt. Lecz zaraz potem pierwszy miły akcent, podczas oczekiwania na bagaże - widząc staruszkę, naturalnym gestem wydaje się być ustą
Mieszkanie w dzielnicy artystycznej, Rua da Rosa w Bairro Alto, taki Kazimierz bez zapijaczonych patafianów + znaczne pochyłości terenu. Właśnie - kondychę to tam można bez problemu wyrobić, wspinaczek po ulicach mnóstwo, ale to bardzo dobrze - inaczej. No i tak to mijały dnie, spacery, zwiedzanie, kościoły, uliczki, zamek, muzea (jak na miasto zniszczone w 1755 przez trzęsienie ziemi, tsunami ORAZ na dobitkę kilkudniowy pożar, mają się czym pochwalić, ha), Oceanarium (rewela), jakies tam wieczorne wyjście na miasto, albo i film - zależy jak się trafi, albo i wypad na plażę za miasto - woda zimna jak diobeł (?! ma to sens? lol), a plecy i nogi spalone po dosłownie trzech godzinach na resztę pobytu, hahaha. Komunikacja miejska też bardzo fajna, skoro o tym wyżej wspomniałem odnośnie naszej stolycy. Zaś te małe, stare tramwaje, które postękując wjeżdzają pod górkę naprawde urzekające. Będą zdjęcia więc nie będę szczegółowo opisywał atrakcji lizbońskich. Może jedzenie - doskonały ten ich dorsz suszony i solony.
Ludzie? Bardzo mnie się podobaly - mieszanka rasowo-narodowościowa, oprócz rdzennych Portugalców liczbna reprezentacja 'nabytków' z kolonii - więc wszystkie rasy są tu obecne, w różnych konfiguracjach. A charakter ichni mi odpowiada - niby południowcy-luzacy, ale nie tak nachalni jak Hiszpanie czy Włosi, bardziej trzymają dystans, przez co zyskali mą sympatię. Ale wrócę do tych babć lizbońskich - żeby u nas stare baby takie były! Pewnego dnia w starej dzielnicy - Alfamie szukamy drogi do zamku Sao Jorge, a tymczasem za nami przeurocza staruszka, z szerokim uśmiechem (i to idąc pod ostrą góre, należy dodać
Z wiatrem leci się szybciej, wiec trochę ponad trzy godziny po odlocie byliśmy w Warszawie. A właśnie - a ile dopłaty za bilet kupiony u kierowcy? 0,00. Ok. Szkoda, że kierowca od razu sprwadził mnie na ziemię chamskim tonem i ponadpółminutowym przeliczaniem kwoty, którą mu wręczyłem. Zupełnie jakbym koniecznie chciał wielkiego króla szos oszukać, rotfl, tak się gapił w te monety. Jakiś nachlany dupek z tyłu autobusu rzucające obelżywe, niedwuznacze teksty do siedzącej nieopodal młodej dziołchy (i jej 'błyskotliwa' riposta, po usłyszeniu której parsknąłem aż - "a ilu masz znajomych na naszej-klasie? bo ja 164!"... wiadomo, stolyca!)... Menele na centralnym, budy z powybijanymi szybami w całej centralnej Polsce, aaa... żyć, nie umierać.
Tyle chiba. Tak na szybko po przyjeździe, bo mnie męczy wąsiurstwo ogólne w tym kraju wszechobecne. Katolsko-komunistyczne przekonanie, że wszystko się należy. Może Salazar tak ułożył Portugalczyków? Pół-serio to piszę, ale może coś w tym jest....










--
The More You Know
--
Oh well, whatever
--
If the world didn't suck, we would all fall off it.
Photography
I see your butter, and raise you some cheddar cheese!
--
The price of freedom is madness
--
--
"I may not be pure, but I'm not all that toxic."
Previous Page12Next Page